Andrzej Pitoń-Kubów
wiersze, teksty z archiwum
HISTORIA OSADNICTWA · część III

Polacy strajkują o swoje prawa

Jednakże historia Polaków w Jamestown miała przejść do potomności, a to głównie za sprawą wydarzeń, jakie rozegrały się tam w roku 1619. Otóż kolonia otrzymała wówczas od Korony prawo do własnego samorządu i postanowiono zorganizować pierwsze lokalne wybory. Jamestown liczył wtedy dwa tysiące brytyjskich poddanych i składał się z jedenastu dzielnic (odrębnych osiedli). Gubernator Yeardley obwieścił, że każde ze środowisk reprezentowane będzie teraz przez swoich dwóch przedstawicieli wyłonionych drogą głosowania. Nowy zarząd kolonii nazwany został szumnie "House of Burgesses”, czyli Izba Mieszczan. Polacy, których liczbę w tym czasie trudno jest dziś ustalić, zorientowali się szybko, że nie są w ogóle brani pod uwagę w nadchodzących wyborach. Poczuli się tym potraktowaniem mocno urażeni. Zaczęli głośno dochodzić swoich racji, twierdząc nie bez powodu, że skoro pracują dla dobra tej społeczności, powinni mieć również prawo głosu w jej sprawach, tych zwłaszcza, które wszystkich tam żyjących dotyczą i obchodzą.

Aspiracje polskich rzemieślników wyraźnie zaskoczyły i zdziwiły gubernatora Yeardleya. Nie brał ich pod uwagę, nie sądził, aby obcokrajowcy we współrządzeniu kolonią byli zainteresowani, a tym bardziej, by mieli się z tej racji unosić swoim honorem. A już zupełnie przerastało jego wyobrażenie to, by mogli solidarnie porzucić pracę, i pójść na strajk! Władze Jamestown wyraźnie postanowiły kłopotliwych cudzoziemców po prostu przetrzymać, co świadczyło nie najlepiej o panujących w kolonii stosunkach, tak jak i o respekcie wobec Polaków. Ale odmowa podjęcia na nowo pracy dla kolonii nieprzyjemnie zaczęła się przedłużać, trzeba było powiadomić Londyn i centralę kompanii o strajku Polaków. Ku zaskoczeniu lorda Yeardleya, stolica zajęła wobec sporu stanowisko odwrotne od przezeń obranego, otwarte i demokratyczne. "Co do Polaków zamieszkałych w Wirginii - głosiła decyzja z Londynu - postanowiono (pomimo poprzednich rozporządzeń temu przeciwnych), że mają być oni obdarzeni prawem głosu i uczynieni tak wolnymi, jak każdy inny mieszkaniec tutejszy. Ażeby zaś ich zręczność w robieniu smoły, dziegciu i ługu nie zaginęła wraz z nimi, postanawiamy też, że niektórzy młodzieńcy mają im być przydani do wyuczenia się w ich zręczności i wiedzy dla przyszłości i dla dobra kraju".

Zaiste dalekowzroczne, salomonowe postanowienie, które dało Polakom w Jamestown powody do wielkiej satysfakcji, a zarazem przepustkę do historii. Stali się oni organizatorami pierwszego strajku ludzi pracy na tym kontynencie, a nade wszystko dowiedli swojej siły i racji!

Losy Jamestown i pamięć o Polakach

Osada jednak niedługo przetrwała po wspomnianych wydarzeniach. W 1622 roku miejscowy Indianie przeprowadzili przeciwko kolonistom brutalną i zdradziecką akcję.
W nocnym ataku na Jamestown wyrżnięto setki osób, kobiet i dzieci. Wśród zabitych byli też Polacy. Jak pisze Mieczysław Haiman w swoich szkicach historycznych "Z przeszłości polskiej w Ameryce": "Po tej rzezi w lasach wirginijskich przestały dzwonić polskie siekiery, ucichły dawne smolarnie i opustoszały przetwórnie potasu. Ci z Polaków, którzy uszli skrytobójczej ręki, rozproszyli się po koloniach i zwrócili do innych zajęć bezpieczniejszych aniżeli praca na odludnych pustkowiach". Jamestown nie podniósł się po tym kataklizmie. Żywot kompanii w Wirginii ostatecznie zakończony został formalnym dekretem króla Jakuba I, który w roku 1624 postanowił odebrać jej wcześniej przyznane prawa i przywileje. Miejsce zostało uznane za "kolonię królewską", co nie przywróciło jednak w niej życia. Rozgłos rzezi dokonywanych na białych osadnikach przez Indian wywołał powszechną emigrację do miejsc spokojniejszych, bądź cieszących się taką opinią: do Kentucky, Indiany i Ohio, a przede wszystkim do Pensylwanii.

Odkrycie polskich śladów w Jamestown było zasługą polonijnych kronikarzy i badaczy minionego stulecia, przede wszystkim ks. Wacława Kruszki, a następnie Mieczysława Haimana,

Kluczowym momentem w dziejach podboju Ameryki było przybycie na samym początku XVII wieku floty brytyjskiej i zajęcie przez nią pasma lądu pomiędzy brzegiem Atlantyku a Appalachami zakładając właśnie m.in. osadę Jamestown w Wirginii (1607 rok). Ważną rolę w koloniach angielskich odegrali członkowie radykalnych protestanckich sekt religijnych (purytanie), w duchu których ludność cywilna zaczęła atakować wszystkich tych, którzy zagrażali koloniom. Odczuli to boleśnie Indianie - rdzenni mieszkańcy Ameryki, którzy szybko stali się niewolnikami swoich angielskich panów.

Polakom w Jamestown przypisuje się również zbudowanie, lub inaczej wykopanie w Ameryce pierwszych studni, dzięki czemu zastąpiono nią świeżą wodą dotychczas dostępną z rzeki. Mieli też duży udział w budowie domów z drewna i kamienia i gliny, jak również pomieszczeń gospodarczych w osadzie. Oni też byli organizatorami pierwszego strajku i demonstracji w koloniach w walce o prawo do głosu, decydującego o traktowaniu ich społeczności w osadzie, zakończonego zresztą sukcesem. Angażowali się także w walki, jakie prowadzone były na ówczas z Indianami.

 W drugiej połowie XVII wieku w stanie New Jersey osiedlił się polski szlachcic Albert Zaborowski, który dał początek znanej do dziś rodzinie Zabriskie. Był właścicielem dużych połaci ziemi, znał języki indiańskie, dzięki czemu zasłynął z sukcesów w rokowaniach kolonistów z plemionami indiańskimi, był również sędzią pokoju w hrabstwie Upper Bergen County w New Jersey.

Na początku XVIII wieku w Pensylwanii osiedlił się inny polski szlachcic Jan Antoni Sadowski. Był on kupcem i podróżnikiem. Znając podobnie jak Zaborowski języki indiańskie występował jako przedstawiciel gubernatora Pensylwanii w rokowaniach pokojowych z Indianami. Prowadząc z nimi handel zapuszczał się w głąb kraju, m. in. do Ohio i Kentucky. W Ohio założył osiedle zwane Sandusky, będące dziś dużym ośrodkiem przemysłowym. Jan miał kilku synów, którzy podobnie jak ojciec, w dużym stopniu przyczynili się do ekspansji na zachodnie terytoria Ameryki.

Protoplastą nauki polskiej w Nowym Świecie był Aleksander Karol Korcjusz (Curtius), profesor z terenu Litwy, który na prośbę kolonizatorów pragnących kształcić swoje dzieci, założył w 1659 r. pierwszą wyższą szkołę w Nowym Amsterdamie (późniejszy Nowy Jork). Jeszcze wielu innych Polaków, których niestety nie sposób wszystkich wymieniać, odegrało znaczącą, ale mniejszą rolę w kształtowaniu i rozwoju gospodarczym i społecznym w tamtym okresie, jak również w krystalizowaniu się idei niepodległościowych na kontynencie amerykańskim.