Andrzej Pitoń-Kubów
wiersze, teksty z archiwum
PRZEMINENO Z HOLNYM

przemineno z holnym ...
(drzewiej na targ – gaździnki „targały” kosołki w brzemieniu)

1.
cyrniawa - - - ode’dnia - wezbrane kolory
w dzikim triumfie z wściekłościom lunęło
na horyzoncie gór, gęstwa wodnych smug
leje jak z cebra w kwiotków polnych łany
gniewny rytm gromów - ogniste łuny błyskawic
w pół drogi po trzykroć - pół - głosem wtóruje

(piętrzy sie woda - - - psa wygnać skoda)!

zopaskom sie przy-oblekła, wylewnom chmurom
dysc natrętnie (jom) po gębusi chlasce
zacino - s’poza chmur – budzi lęk i drżenie
orawskim wiatrem s’pod Babiej Góry, wrota
otworzone na oścież wałami mgły otulony poranek
z jarugom niepogód - zawitała podhalańsko jesień

2.
w kalendorzu - nić babiego lata sie strzępi ...

Scuchrano wełna gorzciami nawlekano na kądziel
palcem wygiętym po zmierzchu słychać słowa
wplatane w pieśni po obu stronach noce som rychlej mroczne
i wioskom sie przykrzy do cna - zerkać na góry sine
bezradnie dźwigać skrępowane - dziedzictwo
na kolejne lata, syćko na jednom karte - postawić

Z redykiem zajaśnieć ... to dziś wysiłek nie-lada
to znak dawany z niebios, zwiastun pośród wiesny
Droga schodzona (co nie umiała wyjść poza obręb)
do dziś - stoi na ubocu i grzęźnie - jedyno droga ...
ze wsi w świat. na bosych stopach bez słowa skargi;
ludzie nicościom nękani żywot wieść pragnom nowy
z perspektywom kroku po trakcie - krocajom od lat!
 
Drycniej - pomiędzy opłotki - mały raj sąsiadek
w brudne szyby pod szpalerem z oczu – zajaśnieć;
- na wierzchu kaszmirowy szal - przyciągo jak magnes,
- przejrzysto koszulka pod spodem - niekze’se poźrejom,
- niek im oko zbieleje - gały z orbit - niek’ - wyńdom.
Brwi nadęte z zozdrości zasnuwajom kobiecy widnokrąg.

3.
Nie bez przycyny patrzęcy w przesłość daleko
na lata całe w potrzasku cierni nad głowom sedno urasta
i krople potu od pokoleń ofiarnych cystersów, w niebo
patrzenie, jak ćmy, ludzie sie garnom do światła.
Barwami okryć sie mieni obraz, wśród ram - Zokopane
 
W dyrdy - popod Uboc i Gładkie - naprężają sie mięśnie
wiaterek od hól gałęzie drzew tarmosi rzadki woal
stopy prowdy wciśnięte pomiędzy skole - pory roku
po letniej lejbie wyrwy w poprzek spękanej drogi
spętane nogi - takie nie swoje. Ponad kolana zawinena
spódnice, po bożemu sie zagibała - niewiasta z gór.

Stąpie zwinnie po wykrotach lasem - zaś polana,
brzeg spadzisty w nieskońconość ni ma oparcia
koń dyszący na dyślu. przy drodze jabłonka kaleka
pod mostem woda bulgoce w przymulonej gardzieli
Cyrwone plamy na licach warg - przygryziony język,
zęby noń ostrzy (naski świat) hań - ludzka przywara.

Nad mętnym potokiem, w igliwiu żmije przycupły,
krople jadu we wnuku i ozdwojony język, wnet z ust wystąpi
wężowych splotów klątwa. przyjezdnym - księżyc rozmyty
ku niebu sięga, dzień krótki, niebawem chmara ptactwa
zerwie sie do lotu w ciemności musi lawirować
labirynt domów, wnet wstanie ze śniska - jarmacne miasto.

4.
Nogi suneły po docondranym gościńcu. niebo bez księżyca
ku przestrodze niepokornych ziemia drgnęła i popłynęły łzy
Surowo wymierzane ciosy wyrzucanym z kryjówek i mieszkań
postrach niosący funkcjonariusz, dziś (emeryt) rękę wyciągając szlocha.

Wszechobecne mgły sie ścielom hetki ku Polanom - wał
na tle Regli, przystanął skojarzeniem patrzył. Od Krzeptówek,
odwracoł twarz, coby wzroku nie splamić na (G)”goralenvolk”
ta niecność dręczonych zasypia w błogim szmerze złorzeczeństw.

Powietrze drgało pod własnym ciężarem stłumiony gniew. PRL -
kolejny koszmar dziejowym krokiem. Niebo ciece jak dziurawo konewka.
Strugami dysc po spieniewieranym wizerunku, w nieutulonym bólu
wiecznej obietnicy, w krzyku wronich gniazd - syćka namolni - hań.

5.
gradu bicie - zagłada (z przekleństwem) - koniec świata
pod baldachimem brzemienia skulone ramiona
w chuścinie syćko wetknięte pomiędzy - tkwi
w boleściach dzień. drętwiejom kolana gaździnki.

maślonka, cholońto sie w obońce - ciężoru przysporzo
śpuńtek, nabity w otworze - sumiennym (trzopem)
przewaluje sie brzemie (płodem) obarconej niewiasty
(ciąży) majdan na przodku, stropieniem ból w krzyzu
rosnący bez ulgi ... (śtyry) borynki ustawione rzędem
zapięte pętelom na klęconcku, modlitwom sie końcy.

dwie kosołki - ciasno wewnętrzu nabite jojkami
świeziućkie przejrzyste (bedzie ik moze) pół z kopy
krągłe - przed wiecorem kury zniesły w sopie
okopiasto w syrzynkach - dobytek - upchany
po środku - jojka tońcujom, ukryte w króźlicku
w serwetek gęstwinie - ozparło sie masło, potela
syrek owcy - ciepły - z domieszkom krówskiego mlyka
udoj - w syrzynie ściśnięty nieśpiesznie, ociyko syrwotkom
ostatniom chmurom, nasiąknięto - haftowano serweta.

na obłap - podhalańskie dziedziny, w zgrzebne płótna rękowy
z kominów łuny na pośmiewisko (cyrwonom płachtom) skażenie
na nowe widzenie, dym sie krzywi w ocach odbite zdumienie,
powietrze, w poczuciu (k) misji, win nasyk potwierdzenie
elektrycność, wstała z kohucim pioniem, dzień na utracie tchu
powszechność w kolorach z miejska, bezzsens przygniata.

gwara - karkołomna z chropowatościami - odgłosu miasta
skrusony beton ... i taniec dziki z uciechy klaskany w ręce
z uśmiechem nóg, w szale pocynań, potok krzesanych nut
z całom energiom, podmuch holnego na szutrowany pył
żywiołem (kobza) ozdęto, cało, od nut wierchowych
rzęży, kunsztownie ozdarto, w kilku miejscach zeszyta

w tutke - język zwinięty, na języku liść, radości bez końca kiść
podstol szumi, wedle starego zwyku, przebojowe chwyty - prądem
nabrzmiałe dygi, i palce z furiom uderzajom w strunice - ludzie z gór
dźwięk ich źrenic, i noc trwa. ponad wylewność pobrzękuje bas,
łkającom mo dusze ... (środek płaśni) na gęślach zwarte powieki,
Mroza - Lepsioka (wnęcek) - Władek Tutka - drobnom zacino,
rytmicznie wystukuje takt, ze stukotem kierpiec, tłumu obecność,
na miarę czasów - smycki puscone po strunach – góralska symfonia.

6.
cały majontek

zza bieli okna i frym
powietrze, miłość i ziemia co do nich należy
fundament
rodzinny pień

po jednej stronie (na dwie pięści dialog)
naski świat
co ginie z półki przyzwyczajeń
gasnącym blaskiem
z ojcowizny
widma krocajom
ludzie w swoistym strapieniu
majom nad sobom wyższość gór
stojom na barykadach wezwań
pnom sie ku scytom
som - warci - tego
niek hyr (rozgłos) się niesie

ciepło u Tutki
na sztaludze szkic
i słabość do pasteli
poorane jesienne pola
żółkną wyschnięte kopy
i dom po tamtej stronie grapy
pamięć artysty pełna rumieńców    `
zna trzepot skrzydeł jastrzębia
i ślady górskiej kozicy
i jakie to ma znaczenie
pojmijmy sens pasterskiego zwyku
z fantazjom piszczałek
z trombitami tupanie
w rytm korzeni
śpiewka za śpiewkom
wokoło tyle radości
i dusza płynie w nowym kierunku
i puls (tej) ziemi echem sie odbija

na gęślach grają
Trebunie - Tutki

PS. obrazkowo patrząc na szkice i farby - Władysława Trebuni-Tutki
...”Przemineno z holnym” to temat jak rzeka ... podwójny tryptyk w sześci sztychach – tego się nie sfabrykuje!