Andrzej Pitoń-Kubów
wiersze, teksty z archiwum
POLANY

Polany ...   [ kątem oka ]                                                                              

[ tom ziemie w lasach skrytom, górskie kwiotki zdobiom ] ...

Od Witowa – wiater duje narwaniec, echem odbija sie na dwie strony, tęsknym głosem śpiywo
Na Potoku – kłabuk porwoł w powietrze, tego samego dnia śpiywke za śpiywkom osotoł
Het – precki w Polanach, echo w Domu Ludowym, pod lasem dostojne uginajom sie smrecki
Na Groniku – śpiew (ponad dachami ). U Dziaduśki, len cuchrajom skręmplowane kręmple.

Nuta, ku wiyrchom faluje w poświacie miesioncka. Snopki owsa złote, rodzi skolno ziemia
W mendel chłopski źbła powiązane powrósłem. Na stajonku pokosy ku sobie wtulone
Zapszałe kępy skał, skazane na wieczność. W odległym zakontku źródło. Tęsknym głosem
Woda bulgoce. Z pagórka ten pejzaż w dzikie głogi, jaszczurka ucieko i sowa oczy wyszczerza.

Nocami chałupy śniom oknami ku wiyrchom, wybiec [ hań ] fakły mrugajom, bóstwa gór
Ociężale, drogom na Butorów, cłek sie styrmie z bijącym sercem, krok po kroku łapie oddech
Pod gołym niebem z naprzeciwka skolami cymbrowane studnie. Opaterni gazdowie, gaździnki, Swoistym zwykiem sie chylą do rodowych korzeni. Na gorsetach ręce artysty w czarujące motywy

Ze źródła się bierze potoku wątek, pod tym samym niebem, równolegle się rodzi – wiara i watra
Nów ujarzmiony w półkosek, przez puste pola idzie, krzepko kuśtyko skolnym źlebem kyrdel
Owce i krowy w stadle rosy porannej. Siuhaj ku dziewcętom ( luko zalotnie ) z wyskaniem
Wstały do dnia o świcie ostomiłe dziywcynta. W odziywackach gaździnki życiowe ciepło dajom.

Podziwiani z bliska, ludzie honorni, opaterni, na cierpienia sposobni, od uprzedzeń wolni
Z obłoków i hól odczytujom ducha czasu. Najwyraźniejszym skojarzeniem - gór odbicie.
Ze światła wiary świeczka obok krzyża, z tu-stela z ufnościom ku kozdemu wyciągnięta dłoń
Grzecni, uśmiechnięci w obce twarze, przed gościem na oścież otwierajom dom. Skowronka

Śpiew, osnowom ciepła pnie sie w niebogłos piscołka. Gwarowym śpiewem sie końcy za lasem Milknie, wśród polnyk bratków niebo jaśnieje i owsy źrałe dotykom gorzciami. Zdziwieniem,
Piykne kiści w dłoniach - ocekujom żniw. Do światła w ciepłych barwach - Gubałówka i Regle,
Ogrodzone płotem. Dzień jeden , goni drugi, godzina za godzinom ... godzinami nie zamykam oczu.

PS ...    od lat nie ma już pasterzy, odeszli  - - -  niszczeją szałasy i szopy.

telo ludzi pisze wiersze o tym co czuje zbierajom obrazy po drodze
na drugi brzeg coby siy nie styrmanić nie zatracić w huściawie
pomiędzy ludzi dopasować. nie labiedzić nie mamrać zza granicy
wrócić skulony do miejsca oczekiwań jasnego punktu wyjścia
wyciągnąć ręce do ognia kolwicek sie ino ogrzoć i sajt do watry dorzucić.